Podobno za oknem upał, w kalendarzu lipiec, a wczasowicze zapełniają powoli polskie wybrzeże. Moja nieobecność na blogu jest całkiem uzasadniona i żyję nadzieją, że wybaczycie mi w momencie pojawienia się drugiej książki. Jeżeli wychodzę z domu, podążam tylko jedną trasą- na zakupy i z powrotem. Uwierzcie, że szczerze nie mogę już patrzeć na ekran komputera i tęsknię za gotowaniem dla przyjemności. Tym czasem, całymi dniami stukam w klawiaturę, z aparatem w dłoni poszukuję odpowiedniego światła i okropnie bałaganię. Czasami pozwalam też sobie na przygotowanie czegoś małego na kolację. Na przykład na te oto chrupiące, kalafiorowe różyczki. Jest w nich wszystko co lubię. Jeżeli jesteście fanami takiego domowego fast foodu, przygotujcie od razu podwójną porcję i przyturlajcie naprawdę duży kalafior.
składniki
marynata
pozostałe
sos BBQ
wykonanie
Wszystkie składniki na marynatę wymieszaj na jednolitą emulsję. Kalafior podziel na różyczki, wrzuć do opakowania i zalej sosem. Zamknij, potrząśnij i umieść w lodówce na całą noc.
Przygotuj BBQ. Cebulę pokrój drobno i zrumień na patelni. Dodaj posiekany czosnek, papryczkę oraz cukier i mieszaj przez chwilę. Wlej passatę, ocet i dodaj przyprawy. Zmniejsz ogień i pozostaw sos na 15 minut. Przemieszaj od czasu do czasu. Gotowy sos zblenduj. Jeżeli potrzebujesz, przypraw jeszcze.
Przygotuj panierkę. Mąkę, wodę i sól wymieszaj. Różyczki zanurzaj w cieście naleśnikowym, a następnie obtocz w płatkach. Dokładnie pokryj i strząśnij nadmiar. Ułóż na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Piecz około 25 minut w temperaturze 200 stopni C.
Podawaj z sosem.
Smacznego!
*polecam bezglutenowe mieszanki „Magros”
PS „Skrzydełka” można też oczywiście usmażyć w głębokim tłuszczu. Wedle życzenia
Tymi słowami zaczyna się książka mojej Mamy. Uważam, że doskonale pasują one również do mojej historii. Kiedy poszłam do szkoły, od rówieśników odróżniał mnie wyraźnie niższy wzrost i bardzo szczupła sylwetka.
Czytaj więcej
[instagram-feed]
Odkąd rozpoczęłam eksperymenty nad stworzeniem czegoś, co mogłabym jeść nie obawiając się glutenu, gotowanie i pieczenie stało się moją wielką pasją i pozytywną „obsesją”. Pomyślnie udało mi się przebrnąć przez wiele niepowodzeń. Moim udziałem był też niejeden mniejszy czy większy sukces. Wszystko to sprawiło, że dziś w pełni mogę cieszyć się przebywaniem w kuchni i dzieleniem się moimi osiągnięciami z innymi. Jestem szczęśliwą autorką książki, traktującą publikowanie na blogu jak pracę zawodową, dla której wstaję każdego ranka. Moja kuchnia to miejsce bezglutenowe i wegetariańskie oraz coraz częściej zupełnie bezmleczne. Serdecznie zapraszam!
Copyright © Natchniona.pl 2018. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Muszę to zrobić