Przedświąteczny czas przeleżałam w łóżku. Dawno przeziębienie nie uczyło mnie takiej pokory. Musiałam zaszyć się pod kołdrą i już.
Na wielkanocne śniadanie przy współpracy z tatą zrobiłam przepyszny żurek, nie pierwszy raz przekonując siebie i rodzinę, że bezglutenowo może być pysznie. Zaliczyłam i wpadkę piekąc bułeczki na ostatnią chwilę. Jakoś już bywa, że raz na tysiąc nie wychodzą. Trudno.
Patrząc na śnieżną pokrywę za oknem tęsknię za ciastami z owocami i zieleniną z ogródka na kanapki.
Tymczasem możecie ugotować panna cottę z może nie idealnymi ale dostępnymi przez okrągły rok pomarańczami.
Prosto ale w wielkim stylu.
3 porcje
Panna cotta pomarańczowa
Potrzebne składniki:
– 400 ml śmietanki 30%, 1 łyżka cukru, sok z dwóch pomarańczy*, 3 łyżeczki żelatyny
– plastry pomarańczy, wrzątek, 3 łyżki cukru, opcjonalnie likier pomarańczowy
Sposób przygotowania:
Ze śmietanki odlej 1/3 szklanki. Pozostałą zagotuj w garnuszku razem z sokiem z pomarańczy. W szklance wymieszaj bardzo dokładnie zimną śmietankę z żelatyną, a kiedy mieszanka w garnku będzie gorąca dodaj.
Mieszaj do rozpuszczenia około 2 minut, a następnie ściągnij z ognia i pozostaw do ostudzenia.
Przelej do żaroodpornych kokilek i schładzaj w lodówce kilka godzin a najlepiej całą noc.
Przed podaniem przygotuj syrop, gotując składniki, a następnie zanurz naczynka z panna cottą na chwilę w gorącej wodzie. Nożem przejedź wzdłuż wszystkich krawędzi, podważ i lekko potrząsając, trzymając kokilkę do góry dnem wyjmij deser.
Polej przestudzonym syropem, ozdób plastrami pomarańczy i podawaj.
Smacznego!
*wielbiciele tego owocu mogą jeszcze otrzeć skórkę
Tymi słowami zaczyna się książka mojej Mamy. Uważam, że doskonale pasują one również do mojej historii. Kiedy poszłam do szkoły, od rówieśników odróżniał mnie wyraźnie niższy wzrost i bardzo szczupła sylwetka.
Czytaj więcej
[instagram-feed]
Odkąd rozpoczęłam eksperymenty nad stworzeniem czegoś, co mogłabym jeść nie obawiając się glutenu, gotowanie i pieczenie stało się moją wielką pasją i pozytywną „obsesją”. Pomyślnie udało mi się przebrnąć przez wiele niepowodzeń. Moim udziałem był też niejeden mniejszy czy większy sukces. Wszystko to sprawiło, że dziś w pełni mogę cieszyć się przebywaniem w kuchni i dzieleniem się moimi osiągnięciami z innymi. Jestem szczęśliwą autorką książki, traktującą publikowanie na blogu jak pracę zawodową, dla której wstaję każdego ranka. Moja kuchnia to miejsce bezglutenowe i wegetariańskie oraz coraz częściej zupełnie bezmleczne. Serdecznie zapraszam!
Copyright © Natchniona.pl 2018. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Na pewno spróbuje:) Trafiłam na Twojego bloga jakoś przed samymi świętami. To były moje pierwsze święta na diecie, i dzięki Tobie nie zabrakło na nich babki drożdżowej i babeczek cytrynowych. Jakoś tak mi lepiej, jak widzę takich ludzi ja Ty, mającyych pasję, może nie będzie tak ciężko…
Pozdrawiam
I oczywiście będę podążała za Twoimi słodkościami